Przewrotnik Józef Czechowicz przewraca się w grobie

U czarnych sukien wicher
Brzęk krzywych świecideł
I rwałam przychyl się przychyl

Więc dotychczas niepokoju przeistoczeń bociany
Rozpętane z błękitem długiem rozpędzi górą
Siny grzmot przekłuwa na skoroś
Powiązania wróżko szafę razy sokół
Więc
Jest skrzelki obszar pod purpurą
Tajemny to wpół
Prochem oblany
Natchnięty na grzmotu oś

Chyba tak rzemień zaszumi
Mętniejąc perłowe krańce
Gdym zmilkł
Oparłszy wymowę na zwierzęce
Roztrącą wymowę
Szumiącą głowę

Powstają się wzroki masztowe na wszystko
Na rzeczywistość grzbiet
Na błazeńskich porogów
Stygnący po polach takt
Orkanny dziura bitwy goście olbracht
Społeczność armat oparów progów

Rozciska prawne nowe
Pierzchają perłowe
Drugą się leje niewidzialną ni dobra ni zła ni oliwna
Ni pyszna ni grzeszna
Trwoga
Po mostu zimna
Jak trąd wichru ze szczelin u złowroga

O utworze

Autor: Przewrotnik (wszyscy autorzy).
Zobacz nowy wiersz tego autora, albo nowy wiersz dowolnego autora.

Podziel się wierszem!


albo użyj linku: